Renesans muzyki klasycznej czy ucieczka od kultury masowej?

W ostatnim czasie miałam przyjemność brać udział w niezwykłym wydarzeniu muzycznym, które hołdowało muzyce klasycznej. Tym, co mnie najbardziej zdziwiło był tłum ludzi pojawiający się na każdym koncercie. Warto w tym miejscu podkreślić, że nie był to tylko tłum składający się ze starszych melomanów. Wśród odbiorców poszczególnych koncertów znajdowało się wiele młodych osób. O dziwo, ludzie ci nie wychodzili w trakcie koncertów, tylko z zapartym tchem słuchali muzyki Beethovena, Mozarta, Vivaldiego. Sytuacja ta utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że muzyka klasyczna/poważna wbrew pozorom wciąż cieszy się dużą popularnością, również w gronie młodych i wychowanych na lekkich i niezbyt ambitnych brzmieniach. Wciąż się cieszy lub cieszy się na nowo…

wiolonczela

 

Skąd zainteresowanie poważnymi brzmieniami? Z pewnością po części wynika to ze zmęczenia nijakością, bylejakością i muzyką, która poza wpadającym w ucho rytmem nie niesie za sobą nic więcej. Z pewnością wynika to również z rozwoju ludzkiej świadomości i rosnących potrzeb natury wyższej. Ludzie wychowywani w pop kulturze stają się coraz bardziej żądni wyższych i głębszych doznań, których muzyka lekka, łatwa i przyjemna nie ma szans nam zapewnić, a które oferuje muzyka poważna.

Prawda jest taka, że żyjemy na coraz wyższym poziomie, więc instynktownie zaczynamy poszukiwać muzyki szlachetniejszej, bardziej wyrafinowanej. Co więcej, narażeni na ogólne znieczulenie i brak wrażliwości, zaczynamy poszukiwać jej w muzyce. Coraz częściej też w muzyce doszukujemy się bodźców, które nie tylko nas poruszą, ale również uspokoją, czy skłonią do refleksji. Nie trzeba chyba wspominać, że umawiając się na randkę z Bachem, czy Beethovenem takich bodźców nam nie zabraknie.

Duży wpływ na rosnącą popularność muzyki klasycznej mają też jej współcześni odtwórcy, którzy w sposób miły i przyjemny zaprzyjaźniają nas z brzmieniami niegdyś zarezerwowanymi dla wybranych. Wystarczy tylko sięgnąć po takie nazwiska, jak Możdżer, Malicki, czy Nigel Kennedy by zrozumieć wszystko. Muzycy ci nie noszą sztywnych kołnierzyków i nie mają piórek powciskanych tu i ówdzie. Są niebanalni, oryginalni, nie straszą i nie zniechęcają, a wręcz przeciwnie.

Waldemar Malicki uczy nas muzyki klasycznej poprzez wnoszenie do niej nutki humoru i sarkazmu. Każdy, kto przynajmniej raz miał przyjemność uczestniczenia w koncercie Malickiego, przy muzyce klasycznej chce trwać i chce uczynić z niej część swojego życia. Malicki sprawia, że słuchając klasyki jednocześnie dobrze się bawimy, jesteśmy zrelaksowani i szczęśliwi. Leszek Możdżer z kolei uwodzi nas klasyką poprzez nowoczesne jej interpretacje, które są tak fenomenalne, że nigdy nie mamy ich dość. Kennedy z kolei traktuje klasykę z zadziornością, rockowym pazurem, nieszablonowością, czyli tak, jak my ludzie młodzi lubią najbardziej.

Patrząc również na to, jak duża liczba słuchaczy odwiedza Filharmonie, która stała się dziś miejscem przyjaznym dla każdego, a nie tylko dla pań odzianych w futra i perły, czy panów wystrojonych w smokingi i fraki, nie mam wątpliwości co do tego, że muzyka poważna/klasyczna przez długi jeszcze czas będzie ciekawiła i wzbudzała ogromne zainteresowanie.

Prawda jest taka, że my współcześni jesteśmy poniekąd zmęczeni banalnością i masowością. Efektem tego zmęczenia jest bardziej dogłębna i bardziej uważna edukacja. Efektem edukacji jest większa świadomość. A jeśli jesteśmy czegoś świadomi, to nie uciekamy przed tym, nie chowamy się, tylko wychodzimy temu naprzeciw. Tak właśnie jest z muzyką klasyczną. Gdy ją znamy, chętnie przebywamy w jej towarzystwie…

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.