Utalentowany Pan Timberlake

Justin Timberlake (źródło: pinterest)

Justin Timberlake (źródło: pinterest)

Wygląda jak młody bóg. Jest przystojny, ma idealne wyczucie stylu, doskonale się porusza. Świetnie tańczy i ładnie śpiewa, a do tego całkiem nieźle sprawdza się na dużym ekranie. Człowiek idealny? Nie, to Justin Timberlake. Trudno go przeoczyć. Wśród równolatków Timberlake’a ciężko jest znaleźć drugą taką osobę, która miałaby tyle talentów i pasji i która w każdej dziedzinie odnosiłaby tyle sukcesów, co Justin. A on wszystko, czego się dotknie, zamienia w sukces. Nie tylko nagrał doskonałą płytę, którą pod nosem nucą wszyscy, ale także zagrał w trzech filmach. Jednym z nich jest bardzo ambitna produkcja braci Cohen. Zgarnął też kilka znaczących nagród, m.in. „Michael Jackson Video  Vanguard Award”.

Kiedy w marcu wydał długo oczekiwaną płytę „The 20/20 Experience”, we wszystkich wzbudził zachwyt i pokazał, że warto było czekać długich 7 lat. Po raz kolejny udowodnił, że sam ustala reguły gry. Nagrywa to, co mu się podoba i jak mu się podoba.

Justin ma to do siebie, że jeśli chce zawiesić karierę muzyczną w najlepszym dla siebie momencie, to ją zawiesza. Jeśli ma ochotę nagrać 11-minutowy kawałek bez refrenu, to go nagrywa. Jeśli ma kaprys wydać płytę z tzw. odrzutami z poprzedniej sesji, to właśnie to robi. I takim właśnie podejściem wzbudza największy szacunek nie tylko wśród wiernych fanów, ale i „grubych ryb” show biznesu. Nic w tym dziwnego, że z utalentowanym Panem Timberlake chcą pracować wszyscy, od producentów zaczynając, na wybitnych reżyserach kończąc.

Justin Timberlake (źródło: pinterest)

Justin Timberlake (źródło: pinterest)

Najnowszy, wydany po 7 latach ciszy album Justina został przyjęty bardzo dobrze. Nikt jednak nie podejrzewał, że będzie miał on swój ciąg dalszy. A jednak ma. Drugą część „The 20/20 Experience” promuje singiel na równie wysokim poziomie, co „Mirrors”. Płyta już za chwilę pojawi się w naszych rodzimych sklepach muzycznych. Czego możemy się spodziewać? Na pewno kontynuacji szlaku zapoczątkowanego w części pierwszej. Na płycie znajdziemy więc długie, niespieszne suity tworzące muzykę pościelową, przyprawioną frywolnymi tekstami autora. Biorąc pod uwagę fakt, że produkcją drugiej części płyty Timberlake’a po raz kolejny zajęli się Timbaland, James Fauntleroy oraz J-Roc, sukces jest gwarantowany.

Co by nie mówić o Timberlake’u, jedno jest pewne – przyjemnie się go słucha i przyjemnie na niego patrzy. Talentu i charyzmy nie można mu odmówić. Osobiście nie mogę się już doczekać najnowszego dziecka Justina. A wy?

 

 

Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.